Szpindlerowy Młyn na lato i zimę

Szpindlerowy Młyn na lato i zimę

Szpindlerowy Młyn jest niewielką miejscowością położoną na wysokości 715 – 1310 m n.p.m. Panują tu idealne warunki do jeżdżenia i bieganie na nartach przez około pięć miesięcy w roku. Znajdują się tu trasy narciarskie o wszystkich stopniach trudności i łącznej długości 25 km oraz 14 wyciągów orczykowych i krzesełkowych. Trasy narciarskie spełniają wymogi FIS (Międzynarodowa Federacja Narciarska) i umożliwiają organizowanie zawodów o randze światowej. W kontekście tego dziwić może fakt, że drogowskazy do tej mekki narciarstwa pojawiają się zaledwie kilkanaście kilometrów przed i gdyby nie kilka wielkich bilboardów można by pomyśleć, że jedziemy do małej czeskiej wioski.
Tymczasem ta „wioska” również w miesiącach letnich jest wyjątkowym miejscem dla miłośników turystyki wysokogórskiej, rowerowej oraz wielu innych dyscyplin, które stanowią atrakcję tej górskiej miejscowości. Można tu uprawiać wspinaczkę po skałach, skorzystać z wycieczki na czterokołowcach lub czynnej cały rok trasy bobslejowej. Są też do dyspozycji korty tenisowe, squash, bowling oraz aquapark. Miasto należy do Karkonoskiego Parku Narodowego i podobnie jak całe Karkonosze  oferuje wiele szlaków turystycznych, które pokazują piękno przyrody tych stron.

Wróćmy jednak do zimowych klimatów. Jak na wielki ośrodek narciarstwa przystało, miejscowość oferuje miłośnikom białego szaleństwa 5 kolejek linowych i 11 wyciągów narciarskich. Łącznie 26 km tras zjazdowych, z których 95 % jest zaśnieżanych sztucznym śniegiem. Z karnetu „Ski-pas” zakupionego w jakiejkolwiek kasie można korzystać we wszystkich kolejkach linowych  i wyciągach narciarskich. Ośrodek Svatý Petr jest najbardziej znaczącym centrum sportowego życia w Szpindlerowym Młynie. Corocznie jest miejscem wielu akcji sportowych o międzynarodowym znaczeniu. Nam udało się obserwować zawody snowboardowe Snow Jam. Svatý Petr jest połączony z obiektem Medvědín regularną linią SKI BUSU. Dla mnie największą atrakcją była jednak jazda na sankach. Tor saneczkowy, na który zawiezie nas autobus z samego centrum miasteczka, liczy 4 kilometry. Trasa wiedzie głównie przez las. Kilka raz trzeba jednak zsiąść z sanek, aby przejść przez drogę. Mimo że cena „imprezy” nie należy do najniższych – 200 koron czeskich, zapewniam że warto!

Jako że sezon zimowy dobiegł końca, warto wspomnieć o ofertach regionu na sezon letni. Tu też mamy całkiem spory wybór. Trasy turystyczne wiodące po Karkonoszach corocznie są popularnym celem wypraw. Idealnym miejscem startowym do wycieczek jest kolejka linowa Pláň (1196 m n.p.m.), która stanowi punkt wyjściowy eskapad na Luční Boudę i Śnieżkę oraz kolejka na Medvědín (1235 m n.p.m.), z której startujemy poszukując źródeł Łaby. Usatysfakcjonowani będą również amatorzy cyklistyki górskiej, dla których w obiekcie Svatý Petr (Święty Piotr) został przygotowany nowy Špindl bike park oferujący trzy trasy zjazdowe: od wyczynowej po turystyczną o długości 7 km, na której poradzą sobie nawet rodziny z dziećmi. Punkt startowy tych tras znajduje się obok górnej stacji kolejki Pláň.

Špindlerův Mlýn w sezonie letnim oferuje również inne atrakcje Poza wspomnianą już trasą bobslejową jest tu park linowy, korty tenisowe, ściana wspinaczkowa, aquapark z kilkoma basenami oraz wellnes center.

Z ciekawostek należy odnotować jeden polski akcent. Otóż przy głównej drodze znajduje się tablica pamiątkowa mówiąca o tym, że została ona wybudowana przez polskich inżynierów i robotników. Najłatwiej ją znaleźć kierując się na ciekawą budowlę, jaką jest tama na Łabie, nieopodal której stoi uroczy zameczek.

Na koniec na wszelki wypadek informacja, jak dojechać. Mamy dwie możliwości: od strony Trutnova lub od strony Harrachova, przekraczając granicę  w Lubawce albo w Jakuszycach. Niezależnie od dokonanego wyboru, należy dojechać do Vrchlabi i skierować się doliną w górę Łaby. Po kilkunastokilometrowej trasie jesteśmy w Spindlerowym Mlynie, gdzie musimy zostawić samochód na jednym z wyznaczonych parkingów.

Aha, byłbym zapomniał. Podczas pobytu w tej uroczej miejscowości mieszkaliśmy w pensjonacie o nazwie Hanicka. Prowadzi go mówiąca po polsku niezwykle uprzejma i ciepła Pani, której imienia niestety nie pamiętam. Czuliśmy się tam znakomicie. Jest swojsko i bezpretensjonalnie. Znacie zasadę, że nie wynosi się jedzenia ze stołówki? Tutaj nie ma ono zastosowania. Właścicielka udostępnia nawet papier śniadaniowy, aby po smacznym posiłku przy szwedzkim stole zapakować sobie prowiant na wynos. Taki drobiazg…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *