Booking.com
Booking.com

Najbardziej popularne

Wielka Brytania

Londyn – okiem podróżnika sprzed lat

Szanowny Czytelniku! Zakładam, że jesteś w stosunkowo młodym wieku i Twoje zagraniczne podróże do krajów Europy Zachodniej to raczej czas, gdy Polska znalazła się już w UE, strefie Schengen, co spowodowało, że turyści, tudzież inni podróżnicy z naszego kraju zaczęli być traktowani w sposób bardziej cywilizowany. Czytając jakże uroczą relację naszych współredaktorów z krótkiej podróży do Londynu, przypomniałam sobie swoje własne podróże do Wielkiej Brytanii i Londynu w czasach, gdy Polacy byli tam nadzwyczaj rzadkimi i raczej niepożądanymi gośćmi. Moje wyjazdy do Londynu to lata 1992 – 1996 i to w sezonie wakacyjnym, zważywszy na pracę zawodową. Wówczas to – Moi Państwo – obowiązywała jakże upokarzająca i restrykcyjna zasada „spowiadania się” przy wjeździe do kraju, a ponieważ głównym środkiem transportu były rejsowe autokary – owa „spowiedź” odbywała się po zjeździe z promu w Dover, zaś skutkowała otrzymaniem czasowej wizy na wjazd, bądź odesłaniem na coś w rodzaju ławeczki, na której wyczekiwali zrozpaczeni, najczęściej młodzi ludzie, na których padł choć cień podejrzenia, że celem ich podróży nie jest zwiedzanie pięknego Londynu, lecz zamiar podjęcia pracy. Żeby było zabawniej – nikogo nie interesowało, w jaki sposób taki biedak wróci do kraju, siedział na takiej ławeczce, niczym „ziemi niczyjej” i wyczekiwał na powracające do Polski autokary, prosząc, czy w którym nie ma jakiego wolnego miejsca, oczywiście za całkiem duże pieniądze. Jego autokar z opłaconym biletem sobie pojechał, a wykupiony bilet powrotny (obowiązkowy przy wjeździe do Wielkiej Brytanii) był wystawiony na przykład na następny miesiąc. Pamiętam swój pierwszy przyjazd, gdy dostrzegłam na drogowskazie informację [London 90]. Ucieszona, że to nie tak daleko – w końcu 90 km jazdy to około 2 godzin – dopiero po dłuższej chwili zrozumiałam, że chodzi o mile i na dodatek znaczna ich część obejmowała pewnie przejazd przez miasto, bo dotarcie na dworzec Victoria zajęło ponad 5 godzin. 1992 rok w Polsce to była nadal siermiężna i dość smutna rzeczywistość, dlatego centra handlowe – dziś żadna nowość – wtedy były nadzwyczajnym zjawiskiem! Ruch lewostronny powodował, że nigdy nie wiedziałam, w którą stronę patrzeć na nadjeżdżające samochody, a wjazd na rondo to było jakieś szaleństwo, gdyż niedoświadczony kierowca mógł mieć problem ze zjazdem. Kupowanie wszystkiego w funtach (mam tu na myśli wagę) i paintach oznaczało nieustanne przeliczanie – ile mi trzeba. Przywiezioną z Polski suszarkę do włosów mogłam sobie włączyć nie powiem, gdzie, gdyż wiadomo, że wtyczki inne, nawet krany i słoiki zakręcały się w odwrotną stronę. Zmorą były mittery w wynajmowanych mieszkaniach, do których trzeba było wrzucać 1 – funtowe monety, a prąd wyłączał się oczywiście w najmniej oczekiwanych momentach, a nie daj Boże, żeby akurat nikt nie miał tej nieszczęsnej jednofuntówki! Ale za to – choć nie było jeszcze ani Milenijnego Mostu – na lotnisku Heathrow lądowały concordy, zjawiskową nowością był Eurostar, można było głośno rozmawiać po polsku bez obawy, że ktoś rozumie, a Polaków spotykało się jak na lekarstwo. Ostatni mój pobyt w Londynie przypadł na rok 1996, czyli w tej chwili ponad 16 lat temu, zastanawiam się nad wyjazdem w rodzaju „w poszukiwaniu straconego czasu” i nie wiem, czy będę zachwycona, czy raczej rozczarowana?