Booking.com
Booking.com

Bestsellery

Irlandia. Travelbook. Wydanie 1

autor: Adrian Wróbel, Piotr Thier

Cena: 24.90 zł

bestseller

Najbardziej popularne

Wielka Brytania

A few days in Wales

Wycieczkę do Walii (wal. Cymru), celtyckiej historycznej krainy, położonej w południowo-zachodniej części Wielkiej Brytanii, zorganizowaliśmy  na początku grudnia. Naszą bazą wypadową do zwiedzania było urokliwe miasto Cardiff – stolica Walii. Cele mieliśmy dwa: zdobyć najwyższy szczyt – Snowdon (1,085 m) oraz zobaczyć jak najwięcej słynnych walijskich zamków.

  Aby zrealizować pierwszy z postawionych sobie celów, czyli wejście na Snowdon, musieliśmy dotrzeć do Snowdonia National Park – największego Parku Narodowego Walii. Trzeba było przebyć niemal cały kraj z południa na północ. Zajęło nam to nieco ponad 4 godziny podróży samochodem, a tę formę transportu polecamy jako najwygodniejszą i najszybszą (przy kilku osobach w aucie – pewnie też najtańszą). Zdobywanie szczytu rozpoczynamy przy parkingu Penn-y-Pass, od zachodniej strony góry. Stamtąd mamy do wyboru dwie główne drogi: Miners’ Track – czyli Drogę Górników, wiodącą przez sporą część łagodną ścieżką przy urokliwych jeziorkach i pozostałościach po starej kopalni miedzi, oraz drugą, nieco bardziej wymagającą – Pyg Track. Droga z parkingu w obie strony zajęła nam żwawym krokiem ok. 5 h. Góry, początkowo łagodne i zielone, w wyższych partiach przekształcają się w skaliste formacje z dość strzelistymi szczytami. Nam trochę przypominały nasze rodzime Tatry, tyle że w nieco mniejszej skali. Widoki – podobno piękne… My mieliśmy niestety żadne, gdyż chmury śniegowe na to nie pozwoliły, ale satysfakcja z pokonania góry podczas zimowego wejścia wynagrodziła wszystko.

Opcja dla leniwych i tylko w sezonie letnim– można wjechać na sam szczyt kolejką Snowdon Mountain Railway, z miejscowości Llanberis, od strony północnej.

Każdy, kto odwiedza Walię, nie może pominąć zobaczenia choć kilku z rozsianych po całej krainie mrocznych, celtyckich zamków. My też tak uczyniliśmy.

Wstępem do zwiedzania zamków był przepięknie położony zamek w Caernarfon. Z jednej strony widoki na góry Snowdonii z ich ośnieżonymi szczytami, z drugiej Zatoka Morza Irlandzkiego. Ta forteca do dzisiaj zachowała się praktycznie w niezmienionej postaci. Sam zamek w pełni pozwala poczuć atmosferę dawnych stuleci: mnóstwo korytarzy, zakamarków i wieżyczek, a wszystko kamienne i majestatycznie wznoszące się nad niewielkim miasteczkiem. Po środku zielony dziedziniec, na którym miała miejsce koronacja m.in. obecnego księcia Walii – Karola.

Kolejnym punktem, który polecamy do zwiedzenia, jest stosunkowo mały, ale jakże urokliwy Castle Coch, położony w pobliżu Cardiff. Ten XIII- wieczny zamek urzeka swoim niewielkim rozmiarem i przytulnością wnętrz, odrestaurowanych w XIX w.  przez jednego z najbogatszych ówcześnie ludzi na ziemi – Johna Patricka Crichton -Stuarta 3th Markiza Bute.

Kontynuując zwiedzanie zamków położonych w najbliższej okolicy Cardiff, odwiedziliśmy również zamek w Caerphilly. Jego wyjątkowość polega na niezwykle skomplikowanych jak na owe czasy umocnieniach – jest on bowiem otoczony nie jedną jak zazwyczaj, ale dwiema fosami. Z tego względu trudno go nazwać zamkiem, lecz raczej fortyfikacją. Pochodzi z XIII wieku i jest drugim co do wielkości zamkiem Wielkiej Brytanii,  a jednocześnie najbardziej zaawansowanym konstrukcyjnie.

Aby troszkę odpocząć od kamiennych ścian zamków, wybraliśmy się do kolejnego z Parków Narodowych Walii – Brecon Beacons. Naszą pieszą wycieczkę rozpoczęliśmy zaraz za miejscowością Merthyr Tydfil, na południu Brecon Beacons National Park, stamtąd podążając główną granią masywu dotarliśmy do najwyższego punktu w okolicy, Pen y Fan (889 m), a nasz trekking zakończyliśmy w miasteczku Brecon. Stąd bez problemu przedostaniemy się  z powrotem do Cardiff (autobusy odjeżdżają co godzinę). Zimową porą w górach Brecon Beacons prawie zupełnie nie ma ludzi, bo i warunki nie bardzo sprzyjają przyjemnym wyprawom. Jedynymi ludzi, jakich tam spotkaliśmy, byli żołnierze Walijskiej Armii stacjonującej w Brecon (The Royal Welch Fusiliers), którzy upodobali sobie to miejsce na swoje rutynowe treningi kondycyjne. Okolica jest niezwykle urocza, otaczające zewsząd zielone wzgórza mają w sobie coś magicznego. Naprawdę warto tu przyjechać, aby odetchnąć i zrelaksować się w otoczeniu niemal nienaruszonej przez człowieka natury.

Jeśli można byłoby coś ulepszyć w tej wyprawie, to chyba jedynie porę roku. Wiosna lub lato dużo bardziej będą sprzyjały takim wycieczkom – chociażby przez wzgląd na to, że dzień jest dłuższy i więcej można zobaczyć podczas jednego trip’u. Większa też jest szansa na ładne widoki ze szczytów.

Na koniec jeszcze kilka słów o samym Cardiff. Miasto położone jest nad rzeką Taff, u jej ujścia do Kanału Bristolskiego. Stanowi spory ośrodek studencki, ale również turystyczny, w związku z czym nieustannie tętni życiem. Warte zobaczenia są z pewnością zamek (Cardiff Castle), liczne muzea czy też ogromna zatoka Cardiff Bay. Miasto zwiedzaliśmy w dużej mierze na rowerach i na pewno jest to wart polecenia środek lokomocji. Cardiff, jak zresztą całe UK, jest bardzo przyjazne rowerzystom. Liczne ścieżki rowerowe zaprowadzą nas w różne ciekawe części miasta. Dla żądnych zakupów również się coś znajdzie – w samym centrum znajduje się mnóstwo sklepów, butików i centrów handlowych, więc śmiało można polować na niezłe promocje.

To, co może w Walii zaskoczyć, a czasem nawet zdezorientować, to język walijski. W całej Walii stosowane są dwujęzyczne napisy umieszczone na wszelkich tablicach informacyjnych czy drogowskazach: po angielsku i po walijsku. Na północy kraju można się dość powszechnie spotkać z tym, że ludzie na ulicach czy w sklepach używają walijskiego. Brzmi on trochę jak ‘bełkot’, a z angielskim niestety nie ma nic wspólnego, ale pozytywne jest to, że Walijczycy dbają o swój staroceltycki język, i że już dzieci w szkołach się go uczą.

Podsumowując, jeśli będziecie mieli okazję, koniecznie wybierzcie się do Walii – naprawdę warto!

 Agnieszka i Piotrek