Sarajewo – na styku kultur

Gdy zapoznamy się z historią wybuchu I wojny światowej i opuścimy miejsce zamachu na arcyksięcia Ferdynanda I, mijamy Muzeum Sarajewa i idziemy w głąb centrum miasta. Po około 100 metrach skręcamy w lewo (mapka z trasą na końcu tego przewodnika). Po chwili naszym oczom ukazuje się nowoczesny hotel, a przed nim ruiny. Oto najstarszy karawanseraj – Taslihan, a w zasadzie jego pozostałości. Dają jednak wyobrażenie jaki był ogromny. W trakcie zwiedzania obejrzymy jeszcze jeden tego typu obiekt, ale już bardzo dobrze zachowany.

Idziemy prosto. Mijamy w głębi po prawej katedrę rzymskokatolicką p.w. Najświętszego Serca Pana Jezusa.

Wchodzimy na Plac Wyzwolenia. Oglądamy Sobór Narodzenia Najświętszej Marii Panny, a następnie pomnik – Wieloetniczny Mężczyzna z gołębiami, które symbolizują pokój. Tutaj też mamy okazję obserwować grupę mężczyzn grających w szachy „pod chmurką”.

Dalej wędrujemy ulicą Ferhadija. Skręcamy w prawo i dochodzimy do placu Fra Gre Martica. Tu wznosi się katedra rzymskokatolicka p.w. Najświętszego Serca Pana Jezusa z pomnikiem papieża Jana Pawła II. Popatrzmy pod nogi. Zobaczymy tzw. „Sarajewską Różę”. Takich miejsc jest tu niestety sporo. Każde z nich symbolizuje i upamiętnia ofiary snajperów…

Ulica Ferhadija po kilkuset metrach przechodzi w ulicę Saraci. Tu kończy się Sarajewo europejskie, a zaczyna część miasta wybudowana w kulturze wschodu. Po prawej stronie mijamy pasaż handlowy z 1555 roku. Ponad 100 metrów długości powierzchni handlowej pod dachem!

„Odbijmy” na chwilkę w lewo. Zaledwie po kilkunastu krokach natkniemy się na kamienny mur i budynek. To muzeum żydowskie oraz Stara Synagoga.

Wracamy na ulicę Saraci. Przed nami Bascarsija. Pełno tu sklepików, straganów, kawiarni, restauracji czy punktów usługowych. Są meczety i kolejny karawanseraj. Tym razem Morica Han. W dawnych czasach mogło tu przenocować jednocześnie 300 osób oraz było miejsce dla 70 koni. Jednym słowem orient na całego!

Dalej mijamy Kursumlija medresa (budynek dawnej szkoły). Po przeciwnej stronie deptaka wznosi się ogromny meczet Gazi Husrev-bega. Można go zwiedzać. Jest dostępny dla turystów. Obok niego góruje Suhat kula. Słynna wieża zegarowa z przełomu 14/15 wieku. Ma wysokość 30 metrów.

Warto zagubić się w zjawiskowych i bardzo klimatycznych uliczkach Bascarsii. Koniecznie trzeba zatrzymać się na posiłek. Serwują tu pyszne burki i cevap-y. Warto też skosztować kawy po bośniacku. I do tego jest tu bardzo tanio! W przeciwieństwie do Mostaru, gdzie bez problemu zapłacimy walutą EURO, w Sarajewie musimy skorzystać z jednego z wielu kantorów i wymienić europejską walutę na tutejsze marki. Nie wymieniajmy ich jednak za dużo, bo poza Bośnią i Hercegowiną ta waluta jest bezużyteczna i bezwartościowa.

Ostatnim punktem spaceru jest Plac Bascarsija. To miejsce tętni życiem bez względu na porę dnia. Znajduje się tutaj kolejna atrakcja stolicy Bośni i Hercegowiny, będąca zarazem jej symbolem. Jest nią zabytkowa studnia – fontanna o nazwie Sebilj z 1753 roku. Należy koniecznie napić się z niej wody. To zagwarantuje nam powrót w te strony. A warto. Bardzo warto!

Czego nie zobaczyliśmy? Chociażby obiektów olimpijskich (zimowa olimpiada 1984), które obecnie służą za cmentarz oraz muzeum tunelu, którym do oblężonego Sarajewa dostarczano żywność i leki w latach 1992-1995.

Sarajewo – pierwsze spojrzenie

Sarajewo jest bez wątpienia miastem, które bardzo chcieliśmy odwiedzić. Z nadarzającej się okazji natychmiast skorzystaliśmy, choć czas pobytu, zaledwie pół dnia pozostawił w nas ogromny niedosyt…

Przejazd od przedmieść do centrum utwierdził nas w przekonaniu, że tak naprawdę cały obszar stolicy Bośni i Hercegowiny skupia się przy jednej, bardzo długiej centralnej ulicy. Arterię przecina pas zieleni z torami tramwajowymi. Są tu może ze trzy linie, choć tak naprawdę kursują jedną trasą, kończąc bieg w rożnych miejscach. Dzisiaj, pełna ludzi i gwaru. Kiedyś, w czasie wojny na Bałkanach była obszarem o niechlubnej sławie. Nazywano ja aleja snajperów.

Po kilku kilometrach docieramy w okolice starego ratusza. Dziś jest piękny i kolorowy, ale ponad 20 lat temu został zbombardowany. Wraz z nim, zniszczeniu uległy tysiące bezcennych starodruków i dzieł stanowiących dziedzictwo kulturowe kraju.

Przez Sarajewo przepływa rzeka Miljacka o bardzo ciekawym kolorze wody…

Krótki spacer wzdłuż jej brzegu. Celem jest pierwsza zwykle dla turystów „atrakcja” miasta. Ulica przy moście Łacińskim. To tutaj nijaki Gawriło Princip zamordował arcyksięcia Ferdynanda I z małżonka, co stało się bezpośrednią przyczyną wybuchu pierwszej wojny światowej.

Krótki przystanek przy tablicy pamiątkowej i dalsze zwiedzanie.

Udajemy się na stare miasto. Ale o tym w następnym wpisie.

 

 

 

Bośnia i Hercegowina – smutne obrazy po przekroczeniu granicy

Jednym z krajów, który najbardziej ucierpiał podczas walk w wojnie bałkańskiej jest bez wątpienia Bośnia i Hercegowina. Mimo, że od jej zakończenia minęło już grubo ponad 20 lat, jej ślady widoczne są do dnia dzisiejszego. Wystarczyło kilka kilometrów od granicy, aby oglądać takie obrazki …

Wśród ruin znajdują się jednak budowle mocno z nimi kontrastujące. Są to piękne nowe lub wyremontowane cerkwie. Znak to, że znajdujemy się na obszarze tzw Republiki Serbskiej…

Kraj do dnia dzisiejszego nie uporał się z problemem min. Turystów tu przybywających uczula się, aby nie schodzili z dróg i pod żadnym pozorem nie próbowali odwiedzać zniszczonych wojną ruin.  Tabliczki ostrzegające o niebezpieczeństwie są już niemal niewidoczne. Nie wytrzymały próby czasu…

Ślady powojennych zniszczeń widoczne są też w dużych miastach. Mniej w Sarajewie, gdzie takie obrazki jak poniżej są już rzadkością.

Dużo bardziej w Mostarze

Kraj jest ogromna mieszanką kultur, narodowości i wyznań. Ludzie żyją tu bardziej obok siebie niż ze sobą. Nie mnie skomplikowany jest system władzy. Co pół roku zmieniający się prezydent, cała rzesza ministrów, premierzy. 

Bośnia i Hercegowina – smutne obrazy po przekroczeniu granicy…

Mostar, 22 lata po wojnie

Spacerując po Mostarze każdy chyba turysta ma mieszane uczucia. Z jednej strony zachwyca piękno tego wielokulturowego i historycznego miasta, pełnego otwartych ludzi, wyznających zresztą różne religie.

Jednocześnie drugie oblicze napawa przerażeniem. Zwiedzamy miejsca, które jeszcze 20 lat temu były świadkiem zaciętych, ciężkich i krwawych walk. Wojny, która toczyła się tu, na Bałkanach, w Europie. Niestety nie da się tych dwóch „obrazów” rozdzielić. W trakcie zwiedzania wielokrotnie natkniemy się na ruiny budynków. Fragmenty wypalonych kamiennych ścian. Brak dachów, okien, ślady po kulach. Ich największe skupisko znajduje się przy ulicy Hrvatskich Branitjelja. Tutaj bowiem przebiegała linia frontu. Dzisiaj wprawdzie zaczynają one coraz ładniej wyglądać, ponieważ porasta je już częściowo roślinność, ale to wciąż upiorny widok.

Najsmutniejszymi obrazami Mostaru są jednak liczne cmentarze. Zajmują one niemal wszystkie place i skwery miasta. Taki widok znaliśmy dotychczas z telewizji i filmów wojennych. Tutaj te obrazki mamy na żywo.

Spacer po Mostarze

Jak już wspomniałem w poprzednim wpisie, podczas zwiedzania Mostaru aura zdecydowanie nam nie sprzyjała. Lało jak z cebra przez kilka godzin. Nie poddaliśmy się jednak. Zapraszamy na spacer.
Zaczęliśmy od niewielkiego muzeum Hercegowiny. Położone jest jedna przecznicę od Starego Miasta. Warto tu wstąpić z dwóch powodów. Pierwszym jest możliwość zobaczenia tradycyjnego domu mieszańców tych ziem. Niektórych uczestników nawet przebiera się w stroje regionalne…
Drugi powód to film, który oglądamy w niewielkiej salce kinowej. Przedstawia historię Mostaru. Widzimy m.in. przerażające obrazy z wojny bałkańskiej 1992-1996 wraz ze sfilmowaną sceną bombardowania i ostatecznie zburzenia mostu. Obok muzeum stoi Wieża Zegarowa z 1630 roku.
Przechodząc na drugą stronę ulicy po kilkudziesięciu metrach znajdujemy się już w najstarszej części miasta. Tu zaczyna się Kulundźiluk, czyli stara turecka uliczka. Przechodzimy niewielka kamienną bramą na dziedziniec, który prowadzi do meczetu Muhammeda Paszy. Dalej, przechodzimy na taras widokowy. Po raz pierwszy oczom naszym ukazuje się Stary Most.
Wracamy na starą, urokliwą uliczkę. Po obu jej stronach mijamy liczne sklepy i kawiarnie. Warto zwrócić uwagę na zjawiskowy bruk uliczny…
Ulewa, która nam towarzyszy podczas całego spaceru ma też swoje dobre strony. Ilość turystów zmalała do minimum. Spokojnie możemy więc oglądać miasto. Także Stary Most widoczny jest w całej krasie.
Tę zjawiskową budowlę, będącą niekwestionowana wizytówką miasta można oglądać z wielu perspektyw.
Czas na obiad. Ceny w Bośni i Hercegowinie są bardzo przystępne. Nawet w centrum miasta za dobry obiad zapłacimy bardzo przystępną cenę. Po posiłku na koniec został jeszcze obowiązkowy punkt programu – zakup pamiątek. Przemoczeni, wciąż w strugach deszczu nie zdecydowaliśmy się na dalsze zwiedzanie.
Ale do odwiedzenia Mostaru gorąco zapraszamy. Naprawdę warto!