Park Narodowy Jeziora Plitwickie

 

Park Narodowy Jeziora Plitwickie został założony w roku 1949. Zaliczany jest do największych atrakcji turystycznych Chorwacji. Nie przez przypadek więc został w roku 1979 wpisany na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.

Ten niewątpliwie zachwycający obszar znajduje się w połowie drogi między stolicą kraju – Zagrzebiem a równie słynnym, nadmorskim Splitem.

Piękno parku zawiera się w jego szesnastu jeziorach, wzajemnie połączonych szeregiem wodospadów i kaskad. A wszystko w malowniczej scenerii lasu zamieszkałego przez jelenie, niedźwiedzie, wilki, dziki i rzadkich gatunków ptaków. Obszar chroniony obejmuje powierzchnię 300 kilometrów kwadratowych, podczas gdy jeziora łączą się na dystansie ośmiu kilometrów. Jest miedzy nimi dość duża różnica wysokości. Najwyższy punkt znajduje się na poziomie1280 m, najniższy zaś na 380 metrach. Jednak całkowita różnica wysokości pomiędzy jeziorami to tylko 135 metrów. Największy wodospad o nazwie Veliki Slap mierzy aż 70 metrów wysokości.

Spacer po tej zjawiskowej krainie ułatwiają nam statki wycieczkowe, autobusy elektryczne oraz szereg oznakowanych tras turystycznych. Na wizytę warto zarezerwować cały dzień.

Mostar, 22 lata po wojnie

Spacerując po Mostarze każdy chyba turysta ma mieszane uczucia. Z jednej strony zachwyca piękno tego wielokulturowego i historycznego miasta, pełnego otwartych ludzi, wyznających zresztą różne religie.

Jednocześnie drugie oblicze napawa przerażeniem. Zwiedzamy miejsca, które jeszcze 20 lat temu były świadkiem zaciętych, ciężkich i krwawych walk. Wojny, która toczyła się tu, na Bałkanach, w Europie. Niestety nie da się tych dwóch „obrazów” rozdzielić. W trakcie zwiedzania wielokrotnie natkniemy się na ruiny budynków. Fragmenty wypalonych kamiennych ścian. Brak dachów, okien, ślady po kulach. Ich największe skupisko znajduje się przy ulicy Hrvatskich Branitjelja. Tutaj bowiem przebiegała linia frontu. Dzisiaj wprawdzie zaczynają one coraz ładniej wyglądać, ponieważ porasta je już częściowo roślinność, ale to wciąż upiorny widok.

Najsmutniejszymi obrazami Mostaru są jednak liczne cmentarze. Zajmują one niemal wszystkie place i skwery miasta. Taki widok znaliśmy dotychczas z telewizji i filmów wojennych. Tutaj te obrazki mamy na żywo.

Spacer po Mostarze

Jak już wspomniałem w poprzednim wpisie, podczas zwiedzania Mostaru aura zdecydowanie nam nie sprzyjała. Lało jak z cebra przez kilka godzin. Nie poddaliśmy się jednak. Zapraszamy na spacer.
Zaczęliśmy od niewielkiego muzeum Hercegowiny. Położone jest jedna przecznicę od Starego Miasta. Warto tu wstąpić z dwóch powodów. Pierwszym jest możliwość zobaczenia tradycyjnego domu mieszańców tych ziem. Niektórych uczestników nawet przebiera się w stroje regionalne…
Drugi powód to film, który oglądamy w niewielkiej salce kinowej. Przedstawia historię Mostaru. Widzimy m.in. przerażające obrazy z wojny bałkańskiej 1992-1996 wraz ze sfilmowaną sceną bombardowania i ostatecznie zburzenia mostu. Obok muzeum stoi Wieża Zegarowa z 1630 roku.
Przechodząc na drugą stronę ulicy po kilkudziesięciu metrach znajdujemy się już w najstarszej części miasta. Tu zaczyna się Kulundźiluk, czyli stara turecka uliczka. Przechodzimy niewielka kamienną bramą na dziedziniec, który prowadzi do meczetu Muhammeda Paszy. Dalej, przechodzimy na taras widokowy. Po raz pierwszy oczom naszym ukazuje się Stary Most.
Wracamy na starą, urokliwą uliczkę. Po obu jej stronach mijamy liczne sklepy i kawiarnie. Warto zwrócić uwagę na zjawiskowy bruk uliczny…
Ulewa, która nam towarzyszy podczas całego spaceru ma też swoje dobre strony. Ilość turystów zmalała do minimum. Spokojnie możemy więc oglądać miasto. Także Stary Most widoczny jest w całej krasie.
Tę zjawiskową budowlę, będącą niekwestionowana wizytówką miasta można oglądać z wielu perspektyw.
Czas na obiad. Ceny w Bośni i Hercegowinie są bardzo przystępne. Nawet w centrum miasta za dobry obiad zapłacimy bardzo przystępną cenę. Po posiłku na koniec został jeszcze obowiązkowy punkt programu – zakup pamiątek. Przemoczeni, wciąż w strugach deszczu nie zdecydowaliśmy się na dalsze zwiedzanie.
Ale do odwiedzenia Mostaru gorąco zapraszamy. Naprawdę warto!

Deszczowy Mostar

Od dawna na nic tak bardzo nie czekałem, jak na wizytę w Mostarze. Miasto, o którym tak naprawdę wiedziałem niewiele. W mojej głowie pozostało mocno w pamięci jeszcze z lat 90-tych ubiegłego wieku, kiedy to serwisy informacyjne relacjonowały krwawe walki w czasie wojny na Bałkanach.

Ślady po tamtych tragicznych wydarzeniach to pierwsze, co rzuca się w oczy po wjeździe do miasta. Upiorne ruiny i szkielety domów uświadamiają to, co działo się tu zaledwie dwadzieścia lat temu.

Drugie skojarzenie, które przychodzi na myśl to oczywiście słynny most, zbudowany na rozkaz Sulejmana Wspaniałego. Mimo, że czas i zawierucha wojenna go nie oszczędziły, odbudowany, dumnie stoi nad rzeką Neretwą. 

Zapraszam do obejrzenia kilku zdjęć z deszczowego Mostaru. Podobno pada tu jedynie przez kilka dni w roku. W pozostałym czasie jest gorąco, wręcz upalnie. My mieliśmy takie właśnie szczęście jak widać (mniej lub bardziej) na zdjęciach. Burza oraz kilkugodzinne oberwanie chmury… Trudno zwiedza się w takich warunkach atmosferycznych. Jeszcze trudniej fotografuje, ale cóż, wyjścia nie było.

Za kilka dni zapraszamy na spacer po Mostarze.

Medugorje

Tak się złożyło, że nasze pierwsze spotkanie z Bośnią i Hercegowiną miało miejsce w Medugorje, miejscowości słynącej z objawień maryjnych w początkach lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku.
Zanim jednak dojechaliśmy do tego celu podróży, najpierw czekało nas przekroczenie granicy. Przejście wyglądało mniej więcej jak u nas za głębokiej komuny i to w zapomnianym przez wszystkich miejscu. Stan drogi fatalny, wąsko, dwa białe baraki jako biura celników i to wszystko. Gdyby nie mundurowi można byłoby się pomylić i pomyśleć, że dojechaliśmy na teren niewielkiej budowy…
Odprawa celna przebiegła jednak dość sprawnie i bezproblemowo. To zapewne zasługa spełnienia prośby celników i wręczenia im zgrzewki polskiego piwa jako skromnego „upominku”.
Gdy dojechaliśmy na miejsce okazało się, że zwiedzanie odbywa się tak naprawdę dwuetapowo. Najpierw w samym mieście, w okolicach całkiem nowego i nijakiego architektonicznie kościoła. Następnie należy podjechać kilka kilometrów do wioski. Tam idziemy w górę. Początkowo wąska asfaltowa uliczka zmienia się w w bardzo niewygodną i nieco niebezpieczną ścieżkę będącą skalnym rumowiskiem. Na górę objawień docieramy po około kwadransie. Zastajemy tu sporo ludzi wędrujących po rumowisku. Skupieni są jednak w dwóch miejscach: przy krzyżu oraz przy białej figurze Marii Panny, ustawionym w miejscu wydarzeń sprzed grubo ponad czterdziestu lat. Czy warto się tu „wdrapać”? To kwestia osobista, ale poza względami religijnymi warto wspomnieć o pięknych krajobrazach Bośni i Hercegowiny.

Chętni mogą na pamiątkę pobytu zaopatrzyć się w przeróżne dewocjonalia i inne gadżety. W mieście, na głównej ulicy prowadzącej do kościoła liczba sklepów jest wręcz porażająca. Wszystkie jednak oferują bardzo podobny asortyment. Gdybyśmy jednak poczuli niedosyt, w wiosce czeka na nas kolejno pokaźny rząd sklepów z dewocjonaliami. Mamy tu również ogromny wybór „miodów” w bardzo atrakcyjnych cenach. Słowo miód napisaliśmy celowo w cudzysłowiu, ponieważ jest to zwyczajnie jakaś słodka, sztuczna ciecz. Zapewne syrop glukozowo-fruktozowy. Odradzamy stanowczo!!! Ale do Medugorje zapraszamy.